Lawinę negatywnych komentarzy, pod adresem lekarzy, wywołał artykuł w Gazecie Wyborczej. Tekst opowiadał historię dziennikarki – dorosłej kobiety, matki dwójki dzieci, która po nocnej „wpadce” z mężem, biegała po Warszawie w poszukiwaniu tabletki „po”. Opisuje w niej po kolei swoje zderzenia ze ścianami systemu – w artykule – lekarzami, którzy jak twierdzi, odmawiali jej przepisania leku. Odwiedziła NPL i dwa szpitale – wszędzie odmówiono należnej jej pomocy. Całą sprawę zgłosiła do Rzecznika Praw Pacjenta i do pracodawcy jednej z lekarek.

Otóż już na samym początku chce zaznaczyć, że nie jestem przeciwna antykoncepcji i przepisuję ją w gabinecie POZ pod warunkiem, że jest to kontynuacja wcześniej zaleconej przez ginekologa terapii.

Nie rozumiem zachowania zarówno bohaterki artykułu, jak i wszystkich ludzi którzy, w sowich komentarzach nie pozostawili na lekarzach suchej nitki. Otóż autorka artykułu ma pretensję do lekarki NPL – że ta nie chciała jej przepisać leku i wysłała ja na konsultację ginekologiczną na Izbę Przyjęć. Natomiast główny zarzut do lekarzy z IP i SOR to czas oczekiwania. Tylko lub aż 2 -3 godziny. Wg wszystkich standardów, jakich mnie uczono pęknięcie prezerwatywy nie jest stanem zagrożenia życia. Mało tego wg. charakterystyki produktu leczniczego lek, trzeba przyjąć owszem jak najszybciej – najlepiej przez pierwszych 12 godzin, nie później jednak niż do 72 godzin. Czy z tego właśnie powodu taka osoba ma zyskać status priorytetowy – przed rodzącymi, kobietami z krwawieniem z dróg rodnych, nieprzytomnymi?

A mi się wydaje, że lekarza lub lekarkę, którzy pełniąc dyżur odmawiają wypisania recepty na legalny lek należy: A złapać za kitel, B sprawnym ruchem podnieść z krzesełka, C wywalić z gabinetu przez otwarte lub zamknięte drzwi, D poprosić by miejsce w gabinecie zajął lekarz lub lekarka z właściwym wykształceniem i wiedzą prawną, E następnie zgłosić sprawę do płatnika (NFZ) z żądaniem zerwania kontraktu i finansowania jednostki z środków publicznych jeśli nie nastąpi poprawa. ( Rafał Iwański w komentarzu pod tekstem )

 

Taka lekarka niech otworzy swoją przychodnię i wywiesi informację co do zakresu swoich działań. Jeśli pracuje w publicznej. służbie zdrowia, to łamie prawo. Jak długo będzie tolerancja dla tego typu działań i mało mnie to obchodzą jej uczucia religijne, wszyscy chcemy żyć normalnie , a nie pod presją czyichś przekonań. Czas na normalną Polskę….. ( Barbara Goss – Komentarz na facebook )

Wszystkim się wydaje, że powodem odmowy jest „klauzula sumienia”, a tym samym uprzedzenia lekarzy do wypisywania leków postkoitalnych. Moim zdaniem chodzi o odpowiedzialność prawną. Wydawanie leków zaocznie – bez zbadania Pacjenta jest PRZESTĘPSTWEM w naszym kraju. Chyba rzecznik „Falku” zapomniał o tym w swoim wystąpieniu. Wyjątkiem jest kontynuacja terapii przewlekłej, potwierdzonej przez specjalistę. Jak lekarz który, nie posiada narzędzi diagnostycznych – w tym przypadku fotela ginekologicznego – może przeprowadzić badanie? Na żadnym NPL-u nie spotkałam się z obecnością fotela ginekologicznego. Zgodnie z ustawą o zawodzie lekarza i lekarza dentysty dokładnie artykułu 42 :”lekarz orzeka o stanie zdrowia określonej osoby po uprzednim, osobistym jej zbadaniu.” Mało tego lek o którym mowa, czyli lewonorgestrel w informacji o produkcie zaliczony jest do kategorii X, a w przeciwwskazaniach wymienia się min. ciąże. Oznacza to ze należy ją wykluczyć, zanim poda się lek. Więc dlaczego Pacjentka dziwi się lekarce nocnej pomocy, że chciała ją skonsultować ginekologicznie? Dziwie się natomiast samej Pacjentce, że nie usiadła w kolejce i nie poczekała na lekarza w tej Izbie Przyjęć – jestem przekonana, że w końcu otrzymałaby receptę.

 

Zapraszam do zapoznania się z interpretacją prawnika odnośnie tematu – recepta a badanie lekarskie.

3562 Liczba odsłon 4 Liczba odsłon dziś