Pani Maria pewnego pięknego dnia postanowiła wytrzepać dywan. Ponieważ na co dzień siedziała za biurkiem, ta praca fizyczna nadwyrężyła jej kręgosłup. Poszła do swojego lekarza pierwszego kontaktu, dostała leki rozluźniające mięśnie, lek przeciwbólowy oraz zwolnienie lekarskie.

Gdy dolegliwości nie ustępowały, postanowiła pojechać do specjalisty neurologa, aż do Lublina.

Neurolog, jak wynika z relacji Pacjentki, przepisał jej 5 leków przeciwbólowych.

Oto lista: naproxen – tabletki, diclofenac – domięśniowo, ketoprofen – tabletki, tramal – tabletki meloxicam – tabletki i paracatemol – w razie konieczności. Po tygodniu brania leków panią Marię zaczął boleć brzuch, konkretnie okolica nadbrzusza. Skarżyła się na bark apetytu, ponieważ każdy posiłek sprawiał jej ból. Miała nudności, a w dniu kiedy się do mnie zgłosiła zwymiotowała krwią. Było to o 22:00, kiedy udzielałam jej porady na dyżurze nocnej pomocy lekarskiej.

Badanie fizykalne wykazało:  szybką czynność serca, obronę mięśniową i tkliwość w okolicy żołądka. Zwijała się z bólu, prawie nie dała się zbadać. Wysłałam ją na chirurgię z podejrzeniem krwawienia z przewodu pokarmowego.

Zestaw leków, które brała pani Maria był niedozwolony. Zasady medycyny bólu nie pozwalają łączyć leków z tej samej grupy. Te zaznaczone na czerwono powinny znaleźć się w monoterpii, wyjątkiem tutaj jest paracetamol. Po tym, jak wyraziłam swoje niedowierzanie, że neurolog przepisał jej tyle leków, przyznała się, że w sumie to większość z nich załatwiła jej sąsiadka, która pracowała w szpitalu. Pacjentka nie otrzymała (ani od sąsiadki, ani od neurologa) żadnej osłony na żołądek.

Jakie były dalsze losy Pacjentki nie wiem. Słyszałam, że wykluczono perforację, wykonując zdjęcie rentgenowskie jamy brzusznej promieniem poziomym. Domyślam się, że w dalszej kolejności wykonano gastroskopię.

Najgorsze jest to, że nie trzeba pomocy specjalisty, aby spreparować sobie taka listę leków przeciwbólowych. Wystarczy pójść na stację benzynową, gdzie mamy pod ręką jedną substancję leczniczą pod różnymi nazwami. Pamiętam jedną Pacjentkę, która twierdziła, że na bóle głowy bierze nurofen, na zatoki ibuprom zatoki, a na gorączkę dokłada polopirynę. Jeszcze dyskutowała ze mną, że nie mam racji ostrzegając ją, bo to takie dobre leki.

Wiem, że kolejki w przychodni są duże, wiem, że nie chce się Wam czekać, nie macie czasu i że przychodnia jest na drugim końcu miasta. Jednak, mimo wszystko, opłaca się skonsultować nawet takie „trywialne leczenie”, jak leczenie przeciwbólowe. Przykład pani Marysi, to tylko kropla w morzu. W opisywanym przypadku skończyło się na krwawieniu z przewodu pokarmowego, natomiast nie każdy już wie, że może się to skończyć perforacją wrzodu, niewydolnością nerek lub ostrą niewydolnością wątroby.

2487 Liczba odsłon 4 Liczba odsłon dziś