Może niektórzy słyszeli, a niektórzy dowiedzą się o tym właśnie teraz, że szkielet osoby dorosłej składa się z 200 kości. To dużo, zwłaszcza jeśli w grę wchodzi zapamiętanie nazwy ich wszystkich. Taka ilość nie przestraszyła pierwszych anatomów i postanowili oni wszystkim kościom, bez wyjątku, z należytą skrupulatnością nadać nazwy. To dobrze, że niektóre z nich się powtarzają, tak jak na przykład w kończynach.

Fakt, że każda kość ma swoją nazwę, umożliwia ich opisanie i komunikację między specjalistami. Nie zmienia to faktu, że osteologia, bo tak nazywa się nauka o kościach, byłaby znaczenie łatwiejsza, gdyby nazwy owych kości były bardziej swojskie (dużo na ten temat mogą powiedzieć studenci medycyny). Mogłyby na przykład nosić pospolite imiona lub nazwy kojarzące się z dobrze znanymi miejscami. Jednak tak się nie stało, kości w anatomii noszą głownie łacińskie nazwy, gdyż to właśnie łacina była oryginalnym językiem nauki. Gdzieniegdzie w anatomii pojawiają się również nazwy greckie.

Osteologia jest generalnie prosta i przy bliższym poznaniu przedmiotu okazuje się, że ma swoją logikę. Przyjrzyjmy się niektórym terminom. Na przykład łopatka ma kształt płaskiego trójkąta.

Ten, kto ją wziął po raz pierwszy do ręki, przyjrzał się jej dokładnie i uznał, że przypomina ostrze łopaty lub szpadla. Nazwał go łopatką, odpowiednio po łacinie scapula.

To samo miało miejsce w przypadku kości nadgarstka – to kolejny dobry przykład prostoty. Na początku kości były ponumerowane, później jednak otrzymywały łacińskie nazwy: kość łódeczkowata – os scaphoideum, kość trójgraniasta – os triquetrum, kość grochowata – os pisiforme.

Dlaczego właśnie anatomowie wybrali te nazwy? Wszystko zależało od ich skojarzeń – kto widział po raz pierwszy kształt tych kości, kojarzył je sobie z kształtami konkretnych przedmiotów: łódki, półksiężyca, grochu.

Kolejny przykład to czubek naszego ramienia – akromion. To słowo to zlepek greckich słów: acro – najwyższy punkt (jak w Akropolu – wysokie miasto) i omion – ramię. Podobnie jest czubkiem naszego łokcia – olecranon. Słowo pochodzi z greki: olene dla łokcia, cranion dla głowy.

A co pierwsi anatomowie myśleli sobie o kostce? Dali jej nazwę malleoli. Malleus oznacza młotek, choć jej wygląd w ogóle młotka nie przypomina. Kolejne dziwne skojarzenie zaistniało dla stawu biodrowego, po łacinie acetabulum. Dość dziwne, gdyż komuś przypominała miseczkę do octu: acetum oraz abullum – pojemnik. Być może pierwsi anatomowie pili wino lub ocet w filiżankach lub naczyniach podobnych do kształtu panewki.

Przyszli studenci i lekarze, czy chcą, czy nie chcą, muszą się uczyć tej grecko-łacińskiej terminologii. Dzięki tej jednolitości nazw możemy się porozumieć z innymi lekarzami na całym świecie. Ten slang branżowy, świadomie lub nieświadomie, oddziela lekarzy od różnych innych czarodziejów.

Na koniec weźmy pod uwagę jeszcze jeden zadziwiający termin: foramen magnum. Określa on otwór o średnicy ok. 2,5 cm u podstawy czaszki, z którego wyłania się rdzeń kręgowy.

Foramen magnum brzmi dostojnie i poważnie, może nawet magicznie, prawda? W końcu to przez niego mózg rozsyła swoje wypustki do innych narządów po to, żeby sprawować nad nimi stały nadzór. Formen magnum można przełożyć też na angielski, w końcu to dzisiaj uniwersalny język zrozumiały dla wszystkich. Zobaczmy, jak by to brzmiało: big hole. A po polsku? Wielka dziura…

Może jednak zostańmy przy łacinie 🙂

444 Liczba odsłon 4 Liczba odsłon dziś